Menu

playlista

środa, 2 marca 2016

,,Schrupałbym Cię na śniadanie jak flaming krewetkę" - Rozdział 1

Jaeyeong - kwang kwang the ugly duck
Yeon Joon - Kilmi 

,,Czy to tak powinno się zacząć?"




Jaeyeong:
Wstałam od komputera opatulona wszelkimi kocami i bluzami jakie miałam pod ręką podchodząc mozolnym krokiem do okna. Nastał ranek, ptaszki kwilą, słonko świeci i inne takie bzdety. Odchyliłam delikatnie zasłonę przybliżając twarz w stronę szyby. Jak zwykle - na ulicy nie działo się nic ciekawego. Ale nie interesowali mnie jacyś tam przypadkowi ludzie z ulicy, tylko ON - przystojny sąsiad z bloku mieszkalnego naprzeciw, w którym jestem zakochana od ponad półtora roku - Kim Seohyun. Wyciągnęłam rękę w stronę lornetki stojącej na komodzie obok pozwalając, by jedno z moich nakryć zsunęło się na podłogę. Spojrzałam przez nią do apartamentu naprzeciwko. T-to nie tak, że jestem stalkerką! Po prostu... antyspołeczność i nieśmiałość robi swoje, no i wolę się nie wychylać do ludzi, pewnie ON nawet nie wie o moim istnieniu. No cóż, shit happens. Jego apartament jest taki przytulny i przestronny jednocześnie, ale nie mam co narzekać na swoje ciasne, zagracone mieszkanko. Albo mam, ale nie chcę dopuszczać do siebie tej myśli. Błądziłam jeszcze chwilę wzrokiem za jego małym, czarnym kociakiem, kiedy z pokoju obok wyszedł obiekt moich westchnień. Luźna koszulka, bokserki i rozwichrzone we wszystkie strony kosmyki włosów. Jak widać nie tylko przyroda budzi się już do życia. Niesamowite, że zaraz po przebudzeniu można wyglądać tak uroczo i... świeżo? Brzmi jak opis jakiejś owocowej sałatki. Ale nieważne. Skupiona na obserwowaniu podążałam za nim wzrokiem. No tak, poranna toaleta, moja codzienna zmora, którą dopełniało wstawanie skoro świt. Postanowiłam nacieszyć się przyjemnym widokiem jeszcze chwilę i zająć się swoimi obowiązkami. Po około piętnastu minutach ogarnęłam twarz, włosy i się przebrałam w codzienne ubrania. Rozmyślając co pożywnego mogłabym zjeść na śniadanie zerknęłam do lodówki. Była niemalże pusta, bo, oczywiście, genialna ja zapomniała zrobić zakupy na najbliższe kilka dni. Cóż, skleroza nie boli, a powinna. Westchnęłam cicho wgapiając się jeszcze moment w pustą przestrzeń, tak, jakbym oczekiwała, że jedzenie zaraz magicznie ją zastąpi. Nienawidzę wychodzić z domu, ale mus to mus. W sumie... przy okazji mogę opłacić czynsz za mieszkanie w tym miesiącu. Przynajmniej i to będę miała z głowy. Wzięłam potrzebne mi rzeczy, ubrałam szybko buty i wyszłam zamykając drzwi od mieszkania. Na zewnątrz była całkiem znośna pogoda. Nałożyłam słuchawki, włączyłam moją playlistę i wzięłam głęboki wdech. Rześkie powietrze, tego potrzebowałam. Powoli ruszyłam w kierunku najbliższego spożywczaka.

Yeon Joon:
Nie sądziłem, że ktokolwiek z mojej rodziny da mi jakikolwiek znak życia, gdyż nie robili tego od... Nie wiem nawet ile czasu minęło. Wow.
Rzecz w tym, że właśnie stałem pod budynkiem, w którym mieszkał mój kuzyn. Mój ULUBIONY kuzyn, którego nie widziałem szmat czasu i oczywiście się stęskniłem jak diabli. To on uczył mnie życia z ludźmi, w towarzystwie, zasad panujących na tym świecie. No i trochę życia, które jest niezłym skurwielem. Oczywiście byłem i jestem mu za to niezmiernie wdzięczny. Byliśmy jednocześnie różni i podobni. Ja, przyznaje bez bicia, jestem otwartym na świat, wygadanym i optymistycznym dzieciakiem, nie mogącym wytrzymać dłuższego czasu bez śmiechu i przekomarzań, żartów. On jest dojrzalszy. Tak jak ja, prawie zawsze w świetnym humorze, ale potrafił być niezwykle poważny, czasem wręcz straszny. Jest po prostu moim... Starszym bratem? Tak! Strzał w dziesiątkę, jak zwykle zajebisty ze mnie chłopak. 
Tak, zajebisty. Zajebisty nad zajebistych. 
Ah, dochodzę do wniosku, że wyglądam co najmniej dziwnie, stojąc pod budynkiem i śmiejąc się do siebie więc już po chwili wchodzę do środka przez (o zgrozo)  otwarte drzwi z zamiarem zrobienia temu "chłopcu" niespodzianki.

Jaeyeong:
W mojej zakupowej trasie zawsze musiałam minąć budynek znajdujący się na przeciw, czyli miejsce zamieszkania Seohyun'a. Z ciekawości obróciłam głowę w stronę parkingu. Jego auto nadal stało, co oznaczało, że jeszcze nie pojechał do pracy. Mój wzrok jeszcze przykuł osobnik, którego jeszcze w tych okolicach nie widziałam. Stał z dużym bagażem przed wejściem do bloku i chichrał się sam do siebie. No cóż, nie mi osądzać ludzi. Spuściłam głowę, wsłuchując się w słowa piosenki i ruszyłam w stronę spożywczaka. Jak sama droga i wybieranie produktów minęły nadzwyczaj szybko, to nie mogłam tego samego powiedzieć o oczekiwaniu na moją kolej przy kasie. Stałam grzecznie za rządkiem rozdrażnionych ludzi. Była wczesna godzina, więc co im się dziwić. Wbiłam wzrok w brzydkie, obskurne kafelki podłogowe oczekując na moją chwilę chwały, żeby w końcu opuścić ten przybytek. Stąpałam z nogi na nogę, bo uczucie bycia obserwowaną narastało z każdą sekundą, nienawidzę tego. Przynajmniej oczekiwanie umilały mi słuchawki, z których dobiegała przyjemna melodia. Kiedy w końcu się doczekałam się uwagi dla moich produktów zapłaciłam, szybko je spakowałam do torby i skinęłam głową na pożegnanie kasjerce. Już trochę szybszym tempem poszłam załatwić resztę spraw dotyczących mieszkania i wróciłam do swojej nory. W czasie (byle jakiego) układania rzeczy w lodówce i poszczególnych półkach myślałam nad śniadaniem. Omlet ze szczypiorkiem i kanapka brzmiały smacznie. Po napełnieniu żołądka postanowiłam jeszcze zerknąć co u mojego sąsiada na przeciwko. Poczłapałam w stronę okna zgarniając po drodze lornetkę. Odchyliłam bardziej zasłonę i przyłożyłam przyrząd do oczu. Wyglądał na pusty, nie licząc czarnego sierściucha chłodzącego w tę i we w tę. Coś mi tu nie pasowało. Nagle mój wzrok napotkał dziwną postać. Piorunujące spojrzenie w moją stronę, dziwny ubiór i twarz wykrzywiona w złości. Odsunęłam lornetkę, żeby po chwili ujrzeć chłopaka, który jeszcze niedawno stał na dole. Ale co on tu robił? Stałam tak w oknie z rozdziawioną buzią, kiedy w międzyczasie on pokazywał w moją stronę jakieś gesty. Wysunięte dwa palce, którymi wskazywał raz to na mnie, raz na swoje oczy. "Mam cię na oku"? Zdążyłam tylko zobaczyć, jak się ubiera i znika za drzwiami salonu. Idzie po mnie? I co ja teraz zrobię? Choleracholeracholera. Powinnam się gdzieś schować albo udawać, że mnie nie ma. Co ja gadam, przecież to nie wypali. Zaczęłam robić nerwowe kółka po pokoju łapiąc się co chwila za głowę, bo nic innego, a co najważniejsze lepszego, w tej sytuacji nie przychodziło mi do głowy.

Yeon Joon:
Już po chwili "straszyłem" kuzyna, wjeżdżając mu z buta na chatę. Oczywiście, nie ruszyło go to tak, jak miało więc plan był jedną, cholerną niewypałką... Co do niewypałek, to w sumie bym zapalił. Tak po prostu.
Em, przyznaję bez bicia i z delikatnym wstydem (DZIECIAKI, NIE POPEŁNIAJCIE TEGO BŁĘDU), że zdarzało mi się popalać w towarzystwie. Ale tylko w towarzystwie, samemu zawsze było nudno. Kek, zwariowane życia YeonJoon'a, aww.
Mimo wszystko, widzę, że po mojej długiej nieobecności wśród dalszej rodziny, ten "dojrzały mężczyzna" sprawił se nareszcie jakąś słodziachną istotę do mieszkania. Kot. KOTEK. Pieprzony czarny kotek, który mnie akceptuje na starcie, fuck yeah! Mam nowy sens życia i jest nim... Cholera, jak ten kociak się wabi?
I GDZIE SPIERDOLIŁ KIM SEOHYUN.
A, tu jest.
Myślę, kiedy zauważam jak ten wychodzi z łazienki i od razu wpatruje się w okazywaną mi przez kota miłość. Szybko dowiaduję się, że nosi wdzięczne imię Licht. Wow. Sądziłem, że znów nazwałby kota Mruczkiem czy coś. Czuję się mile zaskoczony, jednak odrobinę dojrzał!
Seo Hyun zdąża przed wyjściem pokazać mi co gdzie w jego mieszkaniu się znajduje i dać instrukcję, co mam zrobić przed jego powrotem. Kiedy widzę jednak na liście punkt ,,Nie wychodź z domu" oraz ,,Odkurz", stwierdzam, że wiem co będę robił dzisiejszego dnia. Nic z tej listy, oczywiście!
Po kilku minutach paraduję po mieszkaniu w ukochanym kigurumi pandy, oczywiście w kapturku, przez co wyglądałem jak chodzący Bóg naładowany słodkością tego świata. W ręku trzymam herbatkę w kubeczku o zabawnym kształcie, który jest oczywiście moim ulubionym. Chodząc w kółko, zaczynam się nudzić, tak więc odkładam napój na stoliczek i postanawiam ogarnąć okolicę przez szybę. Na razie. Później wyjdę na sto procent z domu.
Prawie od razu rzuca mi się w oczy postać w oknie, skierowana w moją stronę. PODGLĄDACZ! ZBOK! UCIEKAĆ KTO MOŻE! Chociaż... Co? Nie, nikt nie będzie uciekał. Wypadałoby przejść się do tajemniczego gostka. Posyłam mu groźną minę i wykonuję gest mający znaczyć "MAM CIĘ NA OKU", po czym szybko ubierając coś cieplejszego na siebie (no i buty), lokalizuję mieszkanie na przeciwko i po chwili już zmierzam w jego stronę.
Lecę schodami na korytarzu i pozwalam wyczuć przechodzącym bijącą ode mnie grozę. Wzdrygają się, o cholera, jestem kimś. Pod drzwiami zaczynam dzwonić do mieszkania. Gwałcę przycisk dzwonka ile mogę, starając się ignorować zbierający tłumek sąsiadów tego człowieka. Słysząc za drzwiami kroki, już wiem, że znalazłem na sto procent odpowiednie mieszkanie, bo osoba za drzwiami tam była i, oczywiście, nie miała raczej zamiaru ich otworzyć. Po chwili dosłownie skaczę po drzwiach, zdziwiony efektem, a mówiąc dosłownie hukiem. On nie siedział pod nimi, co nie? Nic sobie nie zrobił? Emm.. Oops?
-WIEM, ŻE TAM JESTEŚ!- wcale nie krzyczę. To tylko drobne uniesienie głosu. Korzystając z okazji, próbuję uspokoić tłumek zbierający się wokół mnie i pytam o wynajmującego tego oto mieszkania, do którego się dobijam. Patrząc na ich miny, mam wrażenie, że mnie zabiją. Ej, no halo, to ja tu cierpię, jakiś fanboy czy zbok podglądał mnie w mieszkaniu kuzyna. A może to nie mnie chciał podglądać? Hmm.. Seohyun'em się ktoś interesuje? Muszę poznać tę istotę. Może być zabawnie.
Wdaję się w krótką konwersację, poważniejąc. Muszę zadbać o to, by się uspokoili, inaczej ktoś może mieć kłopoty, o ile już ich nie ma. Patrzę w stronę nadal zamkniętych drzwi. Wypadałoby otworzyć, podglądaczu.

Jaeyeong:
Zaczęło się. Brzęczenie dzwonka przeszywało moje uszy jak wykałaczki. Stanęłam gwałtownie w miejscu przytykając dłonie do uszu. Co za nieznośny dźwięk. Nienawidzę go. Bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę kim jest "niespodziewany gość", ale i tak podeszłam do drzwi i spojrzałam przez judasza. Tak, ta sama twarz, która dosłownie przed chwilą groziła mi z okna naprzeciwko. Sięgnęłam histerycznie do zamków i je przekręciłam. Dobijanie do mojego azylu nie ustawało, upierdliwe brzęczenie na przemian z kopniakami w drzwi, jeszcze czego. Z jednej strony miałam ochotę przywalić mu tymi drzwiami i kazać mu się wynosić, a z drugiej... bałam się. Bałam się konfrontacji z drugim człowiekiem. No i bycie wytykaną przez innych mieszkańców za "podglądanie sąsiadów" też mi się za bardzo nie uśmiechało. Już całkiem załamana opadłam pod drzwiami. Huh, od tego harmideru rozbolała mnie głowa. Nagle poleciałam do przodu. CO ON, DO CHOLERY, JEST JAKIMŚ CZŁOWIEKIEM-TARANEM? Chyba sobie zdał sprawę ze swojej siły, bo z rękoczynów przeszedł do darcia aparatu głosowego. Przy okazji teraz sobie zdałam sprawę, że pewnie już wszyscy moi szanowani sąsiedzi stoją w ładnym kółeczku wokół tego pacana i zastanawiają się o co chodzi. W sumie... jak pomyślałam o tym tłumie, to zaczęły mnie przechodzić dreszcze. Posiedziałam jeszcze chwilę pod drzwiami wystraszona i nasłuchiwałam co mówili. Z tego co udało mi się wychwycić, to wypytywał o mnie. Jeśli zdradziłby powód swojej wizyty, to mogłabym się pożegnać z moim przytulnym gniazdkiem, do którego się już przywiązałam. Zaczęłam się powoli podnosić z podłogi. Dreszcze dalej mnie nie opuściły, bardzo źle. Przekręciłam powoli zamki i chwyciłam za klamkę. Nacisnęłam ją delikatnie i wystawiłam głowę za drzwi gapiąc się w podłogę. Zacisnęłam oczy.
-Możecie g-go już zostawić... To wszystko z mojej winy... Zaraz wszystko wyjaśnię... M-możecie już wrócić do swoich... mieszkań...  -wydukałam wszystko na jednym wdechu. Powoli uniosłam głowę otwierając oczy. Mogłam się tego spodziewać, wszyscy się na mnie gapili jak na okaz w zoo. Zebrał się całkiem spory tłumek, mocno mnie to speszyło. I jeszcze ten koleś szczerzący gębę nie wiadomo czemu. Stałam tak sparaliżowana jeszcze chwilę, ale te całe napięcie to było dla mnie za dużo. Szybko się wycofałam do swojej nory trzaskając drzwiami. Sterczałam pod nimi będąc jeszcze w szoku. No i... co dalej? Koniec końców sprawy nie wyjaśniłam, a po plecach i karku dalej przechodziły mnie pojedyncze dreszcze. Usiadłam na krześle próbując poukładać myśli w jedną całość. Znając mnie, to raczej szybko mi to nie przyjdzie.

Yeon Joon:
Kiedy już tracę nadzieję na jakiekolwiek ratunek albo wyjaśnienie sprawy, słyszę szczęk zamka i ciche skrzypienie drzwi. Szybko odwracam się w stronę źródła obu tych dźwięków i dostrzegam twarz swojego oprawcy. Wyraźnie postawiony w niekomfortowej sytuacji i obserwowany przez wszystkich zebranych na piętrze, tak jakby staje w mojej obronie. Miły dla ucha głos działa przyjemnie na mój stres wywołany sytuacją.. Zaraz, zaraz. Stres? Co ja gadam? Wcale się nie.. No, może trochę.
No i na jaw wychodzi jeszcze jedna sprawa. TO KOBIETA. PODGLĄDAŁA MNIE KOBIETA. O CHOLERA, WOW, WOW, WOW. Czuję się mile połechtany, serio. Oczywiście okazuję to szerokim uśmiechem, a co tam, niech wie jak przyczyniła się do mojego w tej chwili zajebistego nastroju.
-No dobra, skoro nasza panienka zainterweniowała, zapraszam was do.. JAK NAJSZYBSZEJ UCIECZKI DO WŁASNYCH MIESZKAŃ, BO ZAGRYZĘ JAK REKSIO SZYNKĘ!- mówię poważnym tonem i ledwo powstrzymując śmiech obserwuję jak jej sąsiedzi wracają do swoich mieszkań. Jestem genialny, ot co! A teraz pytanie. Pukać jeszcze czy odpuścić i zajść kiedy indziej..?
.
.
.
.
.
Pukać, zdecydowanie. Zbliżam się do drzwi po raz drugi tego dnia, a raczej po raz drugi w ciągu kilkunastu minut i pukam, tym razem na spokojnie.
-Nazywam się Yeon Joon, nic Ci nie zrobię, chcę pogadać~
Co prawda nawet nie wiem o czym, ale cholera, ta dziewczyna mnie zafascynowała. Niby jej nie ma, a jednak jest. (wzorowy z niej murzyn na pasach, co? ~kwang kwang) Takie buty, przyłapałem ninję na badaniu terenu, a skoro tak to wygląda, fajnie byłoby pogadać.
Nie przestaję pukać, ignoruję irytację i cierpliwie kontynuuję czynność. Cholera, ona mnie nie znienawidzi, co nie?

Jaeyeong:
Ledwo doszłam do siebie, a po chwili znów mogłam usłyszeć pukanie. Krisus, czemu mi to robisz? Ja już nie chcę. Wstałam z krzesła i mozolnym krokiem podeszłam do drzwi. Spojrzałam przez magiczne oko w drewnie po raz drugi dzisiejszego dnia. Matulu, czego ten dziwak o kociej mordzie jeszcze ode mnie chce? Już się wystarczająco nacierpiałam przedstawieniem na korytarzu, więc tak jakby moje winy zostały odpokutowane, nie? Ale z drugiej strony zżerała mnie ciekawość, bo nie wyglądał już na rozwścieczonego. Dobra, kto nie ryzykuje, ten niech żałuje. Otworzyłam drzwi z lekką nadzieją, że to nie pułapka, a on zaraz mnie nie rozszarpie. Uchyliłam drzwi i wystawiłam głowę.
-T-tak? -Wyjąkałam zachrypniętym głosem czekając na rozwój wydarzeń.

Yeon  Joon: 
Uśmiecham się szeroko, patrząc na wychylającą się głowę. PUNKT DLA MNIE, WYJRZAŁA. Ha!
-Hejo~
Witam się z szerokim uśmiechem, przy tym niezauważalnie wsuwam nogę w wolną przestrzeń między drzwiami, a.. Umm.. Framugę? Cholera, czemu ja nie znam nazw podstawowych rzeczy?
Oczywiście robię to po to, by nagle nie uciekła, przecież chciałem sobie pogadać, prawda?
-A więc jak już mówiłem, nazywam się Yeon Joon- powtarzam, tak na wszelki wypadek. Cholercia, ładna ta buźka, przyznaję. Śmielej dziewczyno, nie mam zamiaru Ci nic złego zrobić. Chyba. Albo może.. Dobra, dobra, żartuję, jest bezpieczna. Nie tykam kobiet, są za kochane i delikatne, nawet jeśli niektóre robią z siebie niezłe badass'y...
.
.
.
Jak coś, to nic nie myślałem, nie mówiłem ani nie słyszałem na ten temat, ok.
-Wpuściłabyś mnie? -pytam, nadal się uśmiechając. Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

Jaeyeong:
Patrzyłam na niego zestresowana i słuchałam, jak się przedstawiał. Lustrowałam go wzrokiem, kiedy nagle wyleciał z pytaniem o wpuszczenie go do środka. Otworzyłam szeroko oczy w zdziwieniu i zacisnęłam mocniej dłoń na klamce od drzwi. Nie-e, tyle mi wystarczy na dziś. Już miałam nawet gdzieś to, że go za chwilę bezpodstawnie chamsko potraktuję. Chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem z impetem i tak też zrobiłam. A raczej tak jakby, bo się nie do końca zamknęły. W tej samej chwili nieproszony gość odskoczył do tyłu jak poparzony i łapiąc się za stopę wydarł w wniebogłosy. Wyleciałam z mieszkania żeby sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Znaczy... to nie tak, że się nim martwię, ale nie mam zamiaru płacić mu odszkodowania, czy czegoś takiego, albo żeby mi wypominał to do końca życia. Zaczął mi posyłać ten sam mocno wkurzony wzrok co wcześniej. Zaczęłam go przesadnie przepraszać.
-W-wszystko w porządku? -dodałam po chwili, oferując oparcie się o moje ramię. Coś mnie chrypka dzisiaj nie opuszcza.

Yeon Joon:
Tak, jestem, a raczej już byłem wkurwiony. KTO NORMALNY TAK NI Z DUPY ZAMYKA KOMUŚ DRZWI PRZED NOSEM. Słysząc jednak jak przejęła się sytuacją, wybaczam.
Chociaż w sumie.. To moja wina. Równie dobrze mogę zadać pytanie "Kto normalny na wszelki wypadek stawia nogę między drzwiami, by te się nie zamknęły?". Cholera, jakoś mi się smutno zrobiło, okazuje się, że jestem ułomnym człowiekiem. Chociaż w sumie, nie mam na co narzekać, sporo razy to słyszałem. Bycie zajebistym skutkuje czasem głupotą, która rozwala system, prawda? A ja jestem Bogiem, co znaczy, że zajebistością tryskam. O brawa proszę, ok.
Nie wiem nawet, kiedy zacząłem płakać ze śmiechu nad tym, co działo się w mojej głowie i trochę miną tej dziewczyny. Swoją drogą, jak ona ma na imię?
-Nie, ale będzie, jeśli dasz się zaprosić jutro na kawę~
Mówię, gdy pyta o mój stan, niemo oferując pomoc. Kiedy już stoję, łapię równowagę opierając się o ramię, które sama zaoferowała.
-Więc?

Jaeyeong:
Moja mina musiała być dziwna, kiedy patrzyłam na jego twarz, która w ułamkach sekund zmieniała swoje miny, aż w pewnej chwili zaczął płakać ze śmiechu. W sumie... To wyglądało zabawnie. Uśmiechnęłam się pod nosem. A raczej miałam ten uśmiech, póki nie wypalił tego z kawą.
-Nie ma mowy. -odparłam szybko po jego ponagleniu i już miałam wchodzić do mieszania, kiedy nagle zostałam szarpnięta za rękę do tyłu.
-Co ty robisz? -warknęłam do niego piorunując go wzrokiem tak, jakby zamordował moją całą rodzinę cztery pokolenia wstecz. Chciałam już wrócić do mojej przytulnej norki, wystarczająco długo przebywałam poza nią.

Yeon Joon:
Mrugam zdezorientowany. Nie zgadza się? Czemu?
Kiedy zamierza odejść, łapię ją za rękę i ciągnę w ten sposób, by znów stała ze mną twarzą w twarz. Wpadam na kolejny pomysł.
-W takim razie daj mi zapisać sobie przynajmniej w telefonie mój numer, nóż zmienisz kiedyś zdanie- stwierdzam, patrząc na nią wyczekująco. Nie biorę pod uwagę spojrzenia, którym mnie zaszczyca. Jest jednak nieprzyjemne.
A ona nie wie, co szykuję tak naprawdę w tej swojej sprytnej, wypełnionej budyniem główce~

Jaeyeong:
Hę? Wymiana numerami? Jeszcze czego. Mimo wszystko zmiękłam z lekka, bo po uno: miałam go już cholernie dość, a po dos: potem będę miała wyrzuty sumienia, że prawie zrobiłam z niego kalekę, a teraz jeszcze mu odmawiam. Tak bardzo nienawidzę wychodzić z mojej jaskini i integrować się z ludźmi, ale...
-Ugh... trzymaj... -wyjęłam z kieszeni swetra moją komórkę i wybrałam opcję dodania nowego kontaktu. Podałam mu telefon do ręki.

Yeon Joon:
W ekspresowym tempie dodaję swój numer i do siebie dzwonię, udając, że nadal zastanawiam się nad kolejnością cyfr. Kiedy czuję wibrację w kieszeni, klikam czerwoną słuchawkę i oddaję jej telefon.
-Zanim pójdę, pozwól mi spytać.. Jak się nazywasz?- pytam z uśmiechem, powoli odwracając się w stronę schodów. Zanim tam dojdę, zapewne wyjmę telefon i szybko zapiszę sobie jej numer. Boski, inteligentny i z budyniem, czego chcieć więcej? Już się nie uwolni!

Jaeyeong:
Czekałam tak chwilę, aż doda ten swój pieruński numer, a ja będę mogła wrócić do mojego przytulnego gniazda. W trakcie wpisywania widziałam błysk w jego oku. Mam wrażenie, że ta decyzja jest moim największym błędem, jaki popełniłam w życiu. Oddał mi telefon i powoli kierował się do schodów, uprzednio pytając o moje imię i nazwisko.
-Jae... Jaeyeong. Sa Jaeyeong. -odpowiedziałam niepewnie. Zdążyłam już tylko zobaczyć, jak znika wyszczerzony od ucha do ucha na schodach. Mam bardzo złe przeczucia. Wróciłam padnięta do mieszkania, aby w końcu móc złożyć moje myśli w jedną całość. Dzisiaj wydarzyło się dużo. ZA DUŻO.
*
A teraz..
BONUSIK CYTATOWY SŁÓW I ZDAŃ, KTÓRE PADAŁY OD NAS PRZY PISANIU. POWÓD? A TAK PO PROSTU! =^w^=
~Kilmi


Ludzie, dusze się XDDD
"hahaha to bolio"
"trzeba go było nazwać ruchan(luhan)"
"UGLRE"
"ała to boli"
"może być trochę wredny?/ta/WREDNY NA MAXA!!!"
"bolio kiedy cie wszystko boli"
"dusze sie"
"zaraz sie zeszczam ze śmiechu"
"makingoffXD"
"raz sie tyje"

Dziękujemy za przeczytanie tego rozdziału. Do zobaczenia w następnym! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz